Znad Narwi

Opowieści znad Narwi

Mój pierwszy raz cz. 2

Nie ukrywam, że jest mi trochę wstyd. Mieszkam na Mazowszu, łowię ryby praktycznie od zawsze a dopiero kilka dni temu zaliczyłem swój pierwszy raz nad Wisłą.
Dość przypadkowo miałem wolny dzień i przy okazji odwiedzin znajomych trafiłem nad Wisłę w okolicach Garwolina. Wyjazd był całkowicie spontaniczny, bez większego przygotowania, poprzedzony jedynie krótkim wywiadem i pobieżnym przeglądnięciem mapy. Nie zależało mi też specjalnie na łowieniu, chciałem po prostu zobaczyć jak wygląda Królowa z bliska. Jako, że zdecydowaną większość czasu spędzam nad Narwią trudno mi uniknąć porównań z moją wodą.
Pierwszą przeszkodą okazało się już dotarcie do samej wody. O ile na mapach wszystko wyglądało dość prosto o tyle w terenie już tak kolorowo nie było. Mokradła , gęste zarośla i liczne strumyki szczelnie broniły dostępu do rzeki. Wydaje mi się, że moja Narew jest dużo bardziej dostępna. Nie to żebym narzekał bo lubię właśnie miejsca z trudnym dostępem ale była to dla mnie pewna nowość. Wreszcie po kilku nieudanych próbach udało się dotrzeć do koryta rzeki .
7
5
Kolejnym zaskoczeniem była klarowność wody. Nie wiem czy tak jest zawsze czy może trafiłem na jakiś szczególny okres ( choć opadów większych nie było ) ale przejrzystość wody była praktycznie zerowa. Gdybym miał określić jej barwę powiedziałbym, że płynęła mocno lurowata kawa z mlekiem 😉 . Na Narwi o tej porze roku widać dno nawet do metra głębokości.
3
Najważniejsze. Wisła to jednak gigantyczna masa wody. Nawet na takiej niżówce jaką mamy teraz rzeka robi wrażenie. Trudno mi sobie nawet wyobrazić jak Królowa musi wyglądać przy normalnym stanie, o wodzie podwyższonej nawet nie wspominając. Do tej pory oglądałem Wisłę tylko z warszawskich mostów i muszę przyznać, że stojąc nad jej brzegiem z kijem w ręku poczułem wielki respekt. Jestem przyzwyczajony do wody, którą przy dobrym wietrze można bez problemu przerzucić boleniowym wabikiem. Tutaj nawet blisko stumetrowe rzuty wydają się jakieś krótkie.
2

Podsumowując jest pod wielkim wrażeniem. Bardzo mi się podobało, mimo że widziałem tylko jej niewielki fragment. Z tego co czytam i słyszę od znajomych z rybą na Wiśle jest ciężko. My też efektów żadnych nie mieliśmy choć i te kilkadziesiąt rzutów trudno nazwać łowieniem, dlatego też o rybności się wypowiadać oczywiście nie mogę. Z pewnością nad Wisłę wrócę (pewnie jeszcze w tym sezonie) ale o efekty będzie ciężko. Jak dla mnie to na razie zbyt duża woda i mnóstwo czasu będzie potrzeba aby załapać o co w takim łowieniu chodzi.

robert0304

About

W moim przypadku wędkarstwo to rodzinna tradycja. Dziadek łowił, ojciec łowi, ja nie miałem już wyjścia ;). Moją największą miłością jest Narew, choć można mnie spotkać wszędzie tam gdzie słychać szum wody.

View all posts by

One Response

  1. hlehle
    hlehle says

    Spóźniłeś się o kilka lat, teraz pozostały jedynie widoki i … sumy 🙂