Fishing My Passion

Siwypike's blog

Wiosna, lato, jesień

            Wiosna, lato, jesień- to 3 pory roku określające sezon boleniowy. Całkowicie od siebie różne, mające jedynie jeden wspólny mianownik, jakim jest cel moich wędkarskich wypraw –bolenia. Przez wiele lat moim wędkarskim wyprawom często towarzyszyło, to samo, jedno pytanie. Na co dzisiaj łowić, jakiej przynęty użyć? Każda bowiem pora roku, ma swoje specyficzne uwarunkowania, do których trzeba się dostosować. Wędkarz musi więc stworzyć sobie katalog przynęt, które będą skuteczne w danych warunkach środowiskowych czy pogodowych. Temperatura wody, otoczenia, poziom wody, jej przejrzystość są elementami wpływającymi na wybór przynęty i sposób jej prowadzenia. Przez wiele lat uganiania się za boleniami udało mi się zgromadzić wiele wspaniałych przynęt. Są wśród nich woblery czy gumy Tomy’ego – Tomka Cześnickiego, woblery nowaaak-a Pawła Nowaka, JAZ-y Jacka Zwolskiego, Piotro- Piotra Dziadury czy też woblery powierzchniowe Panic Adama Maryniuka – Spinnermana. Oczywiście znam przynęty innych wspaniałych lurebuilderów, lecz niestety nie sprawdzają się one na mojej wodzie. Nie potrafię określić dlaczego woblery które są 100% pewne na innych rzekach, czy odcinkach Wisły nie są skuteczne na moim odcinku. Po kilku sezonach przestałem po prostu szukać przyczyn i dopasowałem się do gustów moich boleni. Tak też po kilku latach udało mi się wytypować najlepsze przynęty i na nie łowię. Często koledzy pytają się co wpływa na miano najlepszych. Dla mnie, będą to takie które są najskuteczniejsze i dały mi najwięcej dużych ryb, oraz takie które mają szanse dać mi duże ryby. W tym drugim przypadku mam na myśli gumy RH- Hamera. Choć nie złowiłem na nie jeszcze żadnego bolenia powyżej 80cm, to jestem przekonany że taka ryba trafi mi się na tą przynętę. Ponadto mam swoją zasadę dotyczącą woblerów czy też innych przynęt. Zawsze utrzymuję stałą ilość przynęt w swoich pudełkach nie przekraczającą około 30 sztuk. Z doświadczenia wiem, że i tak korzystamy ze standardowych – ulubionych przynęt , a reszta jest zazwyczaj bagażem , zbędnym który nosimy kilometrami szukając boleni. Tak więc wypada po 5-6 woblerów na każdego twórcę i dodatkowo kilka pojedynczych przynęt innych twórców. Ponadto, co jest najistotniejsze przy wyborze woblera to fakt by uczynić go skutecznym. To, by zaadoptować daną przynętę do danych warunków. W przeciwnym wypadku nawet najlepsza przynęta będzie mało skuteczna. Rzeka jest tworem ulegającym ciągłym zmianom, wynikającym z jej biegu, usytuowania, brzegu czy rodzaju dna. Przez nurt i zmieniający się poziom wody, często używamy sformułowania meandrująca rzeka. Przykosy cięgle się przemieszczają przez co zmieniają swój obraz, a tym samym interesujące nas miejscówki. Mam tu na myśli odcinki nizinne gdzie woda nie przypomina strumyka czy małej rzeczki której oba brzegi można obłowić z dowolnej pozycji. Duża woda wymaga innego podejścia, takiego które wymaga wiedzy i doświadczenia, bo czym innym jest czytać wodę a czym innym skutecznie na niej łowić. Na takich miejscówkach mamy brzegi usiane główkami, rafami, przykosami, wyspami, czy też różnego rodzaju przeszkodami naturalnymi czy sztucznymi. Dane miejsca są więc specyficznym połączeniem danych elementów w których przebywają interesujące nas gatunki ryb. I tu dla wielu pojawia się pytanie. Jak wytypować właściwe miejsca czy jakiej przynęty użyć, ponieważ nawet najlepsza przynęta prowadzona w nieodpowiednim miejscu, albo w zły sposób spowoduje, że wrócimy bez brania.
Jeśli chodzi o woblery sterowe to kilkukrotnie opisywałem sposoby i miejsca ich prowadzenia. Tym razem chciałbym opisać wobler powierzchniowy- Panic Spinnermana.

Panic to jedyny wobler powierzchniowy w moich pudełkach. Wyróżnia się spośród wszystkich innych testowanych przeze mnie swoją pracą w silnym nurcie oraz tym, że występuje w wielu wersjach kolorystycznych i wielkościowych (8cm;9cm;10cm). Jego zwarta konstrukcja powoduje, że można posłać go na duże odległości. W powietrzu nie koziołkuje, kotwice nie łapią plecionki. W wodzie nawet w największym nurcie nie kładzie się na boki, pięknie pracuje robiąc co jakiś czas odskoki na boki imitując uciekającą ukleję. Panica należy prowadzić w taki sposób by co jakiś czas wychodził do powierzchni i rysował szlaczek, eskę na powierzchni i znowu na chwilę chował się pod powierzchnią. Można zwalniać zwijanie lub zatrzymywać w miejscu by lusterkował w opadzie. Ważny jest moment pracy na powierzchni wody. Przy dobrym prowadzeniu na powierzchni wody za woblerem powstają bąble powietrza. Wówczas jest najwięcej ataków. Trudniejszą sprawą jest wytypowanie miejsc przebywania boleni. Tu trzeba być nad wodą i ją obserwować, szukać miejsc ataków boleni. I starać się tak podawać przynętę by szła wzdłuż kantów, odcięć płytkiej i głębokiej wody. Duży boleń nawet jeśli przebywa w danym miejscu to by zaatakować naszą przynętę musi czuć się bezpiecznie. Należy więc starać się podawać przynętę z płytkiej wody na głęboką, gdyż boleń podczas ataku robi zajście w ten sposób, by po ataku schodzić na głęboką wodę. Kolejną sprawą jest, że im płytsza woda tym ryby bardziej odsuwają się od brzegów w kierunku głównego koryta, a im wyższy poziom wody tym ryby grupują się i poszukują pokarmu bliżej brzegu. Dlatego też bez względu na poziom wody czy porę roku udaje mi się z taką samą skutecznością stosować Panica przez cały rok. Czasem wystarczy przenieść się kilkadziesiąt metrów wyżej czy niżej standardowego miejsca by zacząć skutecznie łowić. A najpiękniejsze w łowieniu boleni na Panic-i są ataki boleni. Nie ma nic piękniejszego niż widok wyjścia bolenia i atak. Czasem przestrzelony, to jednak powtórzony. Boleń po namierzeniu przynęty bowiem często ponawia atak aż do osiągnięcia celu. Wówczas pomimo emocji należy prowadzić Panica bez zmian szybkości, prędkości. Nagrodą za wytrwałość może wówczas okazać się piękny boleń.

W teorii wszystko jest jasne i klarowne. Tekst łatwo się czyta a z praktyką bywa trudniej, więc po kolei.

Wiosna, Maj to dla mnie najlepszy miesiąc na połów boleni. W tym okresie ryby po odbytym tarle żerują bardzo intensywnie. Są bardzo agresywne a do tego, nie są tak ostrożne jak w późniejszych miesiącach i z większym impetem atakują uklejopodobne przynęty. Ważne jest, by w tym miesiącu, na początku boleniowego sezonu być nad wodą tak często jak to tylko możliwe. Bolenie zwykle żerują przez cały dzień, z niewielkimi przerwami, a więc jest szansa na udane połowy. Kolejne takie dni mogą się dopiero pojawić we wrześniu. Ponadto nasza obecność nad wodą pozwoli szybko określić miejsca występowania ryb po odbytym tarle. Ważne jest sprawdzanie wody, gdyż po zimowych roztopach, czy też wiosennych opadach poziom wody może się często zmieniać, a wraz z nim miejsca występowania rap. Zwykle ze względu na niską temperaturę wody bolenie obierają spokojniejsze odcinki z wolniejszym przepływem wody. Stoją zazwyczaj w klatkach na granicy wypłycenia znajdującego się pośrodku klatki opływane warkoczami – głównym odchodzącym od główki i wstecznym opływającym wypłycenie. Bolenie również chętnie patrolują burty jeśli tylko poziom wody pozwala im czuć się bezpiecznie. O tej porze roku nie ma zwykle problemu z namierzeniem boleni. Coraz częściej widok uciekających uklei nie będzie rzadkością. Jak tylko zobaczymy atak rapy należy szybko wytypować trasę którą porusza się drapieżnik. Określając miejsce ataku należy podać przynętę tak by jak najwięcej punktów stycznych pokrywało się z trasą bolenia podczas prowadzenia. Ja staram się tak prowadzić przynętę by szła wzdłuż trasy którymi porusza się ryba, lub w jej poprzek pod pewnym kątem by zahaczyć o rejon ataku.
Podczas jednej z wypraw postanowiłem sprawdzić swoje bankowe miejscówki. Przechodząc pomiędzy główkami zobaczyłem uciekającą uklejkę pośrodku klatki. Wiedziałem, że dołem musiał przejść boleń. Choć woda wydawała się za zimna by łowić na przynęty powierzchniowe postanowiłem spróbować na Panica. Wypłycenie pośrodku klatki było na tyle duże, że pomimo dużej odległości od brzegu było widać jaskrawy piasek tuż pod powierzchnią. Tam właśnie ukleje wygrzewały się w słońcu i tam czuły się bezpiecznie. Bolenie od strony nurtowej wchodziły na kant i tam próbowały atakować nieostrożny białoryb. Panica posłałem daleko za warkocz by schodząc z nurtem wejść na wypłycenie. Kiedy tylko wobler zbliżył się do wypłycenia poczułem uderzenie. Niezbyt silne, jednak dające informację, że właśnie pierwszy boleń w sezonie zameldował się na końcu agrafki. Choć pogoda nie była najlepsza to jednak sposób prowadzenia tej przynęty dał mi kilka ryb. Wybór dla mnie był oczywisty. Inna przynęta wchodząc na wypłycenie powodowałaby że białoryb rozpraszałby się w popłochu, za każdym razem kiedy wobler wchodziłby na piasek. Panic nie sprawiał wrażenia zagrożenia i dlatego był skuteczny. Ponadto bolenie w takich miejscach nie mają zbyt dużo czasu na atak, gdyż wobler szybko wchodzi na wypłycenie stając się dla nich niedostępny.

              Lato- Latem wszystko wydaje się trudniejsze, ze względu na fakt iż bolenie stają się ostrożniejsze i mają krótki czas żerowania. Zazwyczaj łowię je o świcie lub wieczorem kiedy słońce nie prześwietla mocno wody . Rapy potrafią żerować bardzo intensywnie lecz krótko. Ponadto ze względu na wyższą temperaturę wody duże bolenie stoją w nurcie lub w głębokich klatkach. Wówczas nie łatwo je złowić. Latem trzeba dokładnie znaleźć nie tylko miejsce ich występowania ale również określić czas ich występowania w danym łowisku. Kiedy nam się to uda to z nawiązką bolenie nam to wynagrodzą. Nie znaczy to , że nie można ich łowić w samo południe , ale jest to trudniejsze. Woda jest mocno prześwietlona a ryby mocno reagują na każdy ruch i hałas w wodzie. Ponadto są na tyle ostrożne, że każdy niewłaściwie dobrany wobler będzie powodował, że ryby zaprzestaną żerowania lub po prostu odpłyną. Często też latem niepewne ryby odprowadzają przynęty pod sam kij nie decydując się na atak. W tym roku udało mi się znaleźć takie miejsce w którym ryby pokazywały się na 20-30 min i znikały do wieczora. W tym czasie można było jednak złowić kilka ładnych boleni.

Typowy wakacyjny wypad pod namiot z trzema córkami nie wróżył wędkarskiego eldorado. Początkowo zastanawiałem się czy brać boleniowy sprzęt czy zabrać jedynie baty dla dzieci. Jednak zdecydowałem się zabrać cały boleniowy dobytek mając nadzieje, że o świcie kiedy córki będą spały w namiocie uda mi się skusić jakiegoś bolenia do współpracy. To była typowa klatka z bardzo płytką wodą. Zawsze kiedy jeżdżę z dziećmi nad wodę wybieram najpłytsze klatki w okolicy ze względów bezpieczeństwa. Tak było i tym razem. Klatka różniła się jedynie tym że naprzeciw niej była duża przykosa z ostrym rantem na który wpadały bolenie. Można było dorzucić przynętę na jej skraj ze szczytu główki usytuowanej powyżej klatki. W tej sytuacji wybór był prosty. Panic posłany najbliżej kantu przykosy i szybkie esowanie na wodzie imitując uciekającą uklejkę dało oczekiwane efekty. Pół godziny łowienia wystarczyło by nacieszyć się wyjazdem. Co dziwne bolenie wbrew wszystkiemu pojawiały się na przykosie tylko w południe gdzie brały w pełnym słońcu. Próby obłowienia tego miejsca wieczorem i o świcie kończyły się bez brania.

Bez względu na porę roku stosuję jeszcze jedną zasadę. Po wyborze najlepszego miejsca staram się nie zmieniać miejscówek. Łowię bardziej stacjonarnie czekając na moment aktywacji drapieżników. Metoda ta wynika częściowo z tego, iż moje bankówki są od siebie oddalone co kilkanaście kilometrów. Ponadto doświadczenie nauczyło mnie cierpliwości jeśli chodzi o bolenie. Dużych ryb nie łowi się przypadkowo. Jeśli chcemy łowić w każdym sezonie duże ryby musimy skrupulatnie realizować postawione sobie zadanie, skupiając się na konkretnych miejscach, odpuszczając sobie mniejsze ryby, nawet w sytuacji kiedy biorą w najlepsze.

Jesień– to czas mobilizacji. Szczególnie kiedy woda jest jeszcze ciepła a przejdą pierwsze nocne przymrozki. Delikatne ochłodzenie i spadek temperatury wody aktywuje ryby i zmusza je do jedzenia. Nie jest to żerowanie jakiego doświadcza się latem. Jesienne, to wielkie całodzienne żarcie na całego. Ryby są agresywne a ponadto potrafią się grupować w drodze do zimowisk białorybu. Jeśli trafimy na takie miejsce możemy łowić ryby rzut za rzutem. Czasem wystarczy znaleźć stołówkę na które ryby wpływają. Tu liczy się przynęta i czas. Trzeba często bywać nad wodą, by określić miejsce przebywania ryb. Bolenie mogą być wszędzie: w klatkach, na główkach biorąc na napływie lub w warkoczu, na rafach czy też przy burtach. Najważniejsze by było widać drobnicę.
Miejsce namierzone podczas wakacyjnych wypraw dawało mi pewność, że na jesieni odwiedzą to miejsce bolenie. Była to rozległa klatka o głębokości około 1,5m. Wypłycenie wchodziło w głąb Wisły na 20-30m i na całej jej powierzchni wszędzie roiło się od białorybu. Bolenie wchodziły w to miejsce w trzech turach : rano, w południe i wieczorem. Nie były to duże ilości boleni, raczej pojedyncze sztuki ale same duże. Głębokość łowiska powodowała, iż najlepszą przynętą do tego zadania mógł być tylko Panic. Co prawda można było prowadzić tam woblery sterowe, ale specyficzna praca Panica w połączeniu z możliwością wolniejszego prowadzenia w silnym nurcie, po powierzchni dawała mi pewność kontroli nad sytuacją. Jedyną kwestią było trafienie w dzień kiedy stracą czujność i zaczną intensywne żerowanie. Tego dnia postanowiłem wyskoczyć na 2-3 godziny łowienia. Wiedziałem, że tyle czasu wystarczy by skusić kilka ryb. Godziny kiedy ryby wchodziły na stołówkę miałem już dokładnie ustalone. Wejście na miejscówkę, chwila odpoczynku połączona z obserwacją miejsca i tego co się dzieje. Wykonałem rzut w kierunku nurtu i wolno sprowadzałem Panica w kierunku brzegu. Kiedy tylko wobler zbliżył się do wypłycania nastąpił atak bolenia. Niestety niecelny, ale szczęśliwy. Ryba nie trafiła ale też nie ukłuła się kotwiczką. Była więc szansa że poprawi w kolejnych rzutach. Tak też się stało i po kilku rzutach piękny boleń zaatakował Panica kiedy ten wychodząc do powierzchni zaoczkował. Potężne chlapnięcie ogona przy nawrocie spowodował szybsze bicie serca. Wiedziałem, że ryba jest duża. Szła w kierunku nurtu spokojnie niczym ubot nie chlapiąc się jak to robią mniejsi przedstawiciele tego gatunku. Odpuściłem delikatnie hamulec kołowrotka i spokojnie czekałem aż ryba się zatrzyma po długim odjeździe. W tym czasie szybko zdjąłem buty bo wiedziałem, że hol ryby na takiej płyciźnie może się źle skończyć. Wszedłem do wody zabierając podbierak. Wybierałem luz. Ryba szła dalej w kierunku głębokiej rynny, trzymając się w pobliżu dna. Po chwili ryba zatrzymała się po czym zawróciła i ruszyła w kierunku płycizny. Po głowie chodziła mi jedna myśl: Czy ryba jest dobrze zacięta? Wybierając luz zobaczyłem jak rapa zbliża się do mnie. Chyba sama była zaskoczona bo zaledwie 2-3m ode mnie wykonała gwałtowny zwrot. Nie było widać przynęty więc połknął całą pomyślałem. Spokojnie kontrolowałem sytuację kiedy ryba chodziła ósemką z lewej na prawą, by podczas jednego z nawrotów wrzucić ją w podbierak. Była duża i ciężka, a ja szczęśliwy. Wykonałem kilka ujęć i ryba wróciła do wody.

W życiu złowiłem wiele boleni, lecz nie potrafię łowić ich na zawołanie. Boleń to tajemnicza ryba i są okresy w których złowienie ich to sztuka. Wymaga ona determinacji, uporu i wiedzy. By do niej dojść trzeba wiele godzin spędzić nad wodą by rozpracowywać miejscówki, pracować nad techniką i szukać właściwych przynęt. Takich które będą pasowały do naszego łowiska. Tylko wówczas osiągniemy sukces. Sukces pisany dużą literą „B” jak Boleń.

siwypike

About

Od najmłodszych lat wędkarstwo było moją pasją. Już jako mały chłopiec biegałem z wędką po pobliskich jeziorach w pogoni za okoniami. Było wówczas niezwykłą przygodą, za każdym razem niosącą inny scenariusz i zakończenie. Z czasem stało się ważnym elementem mojego życia. Było sposobem odpoczynku i ucieczki od trudów związanych ze służbą pilota śmigłowca bojowego. Przez wszystkie lata mojego biegania brzegami rzek i jezior wędkarstwo zawsze było istotną częścią mojego życia, i tak pozostało do chwili obecnej...

View all posts by

One Response

  1. wujek says

    Dobry tekst, bez zadęcia i gwiazdorzenia. Łowisz ładne ryby i widać że w sposób nieprzypadkowy. Spodobało mi się szczególnie zdanie „Jedyną kwestią było trafienie w dzień kiedy stracą czujność i zaczną intensywne żerowanie.” Można mieć najlepsze przynęty i wiedzę, ale trzeba wiedzieć że duże bolenie mają krótkie momenty kiedy można je złowić.