Kartka z pamiętnika

To była już siódma godzina łowienia, a raczej walki o przetrwanie połączone z wędkowaniem. Skwar lejący się z nieba był tego dnia wyjątkowo trudny do zniesienia. Temperatura sięgała 34˚C w cieniu. Byłem przekonany, iż wędkując z pontonu przy lekkim wiaterku zapowiadanym przez synoptyków, spędzę przyjemnie dzień. Jak bardzo się myliłem przekonało mnie życie. Kilka „bankowych” miejscówek świeciło pustkami, a ponadto na wodzie nie było widać żadnych oznak żerowania ryb. Totalne bezrybie. Woda w brunatnym kolorze szła mocno do góry. Szanse na złowienie ryby malały. Traciłem chęć na wędkowanie. Nawet obiad zjedzony na brzegu w cieniu drzew nie poprawił mi nastroju. Postanowiłem kończyć wędkowanie kotwicząc na niewielkiej rafce w drodze powrotnej.

Kilka oddanych rzutów bez wiary w sukces. Ostatni rzut tej wyprawy, który powtarzałem od 10 min mając cień nadziei, że jeszcze coś się zmieni. Przelot zimorodka przerwał moje zwijanie raptora powyżej rafy od strony nurtowej. Przytrzymanie na chwilę woblera skusiło rapę idącą zygzakiem za przynętą. Dwa obroty korbki i silny opór odbijający w kierunku środka rzeki z pulsującą szczytówką utwierdził mnie w przekonaniu, że to właśnie boleń znajduje się na końcu zestawu. Następnie walka i powolne pompowanie, kończy się wreszcie lądowaniem ryby w pontonie. Szybka sesja zdjęciowa, krótka reanimacja i ryba znika w głębi Wisły.

Następnie chwila konsternacji i myśli które plączą mi się w głowie. Ten przypadek  sprzed kilku lat zmienił moje ówczesne myślenie o łowieniu w takich warunkach. Szybko nie zawsze musi oznaczać skutecznie. Czasem wolne prowadzenie może być jedyną szansą na złowienie ryby. Aspius, który uważany jest za bardzo szybką i zwrotną rybę, czasem jednak może reagować na wolniej prowadzone przynęty. Tamto  doświadczenie jak i kolejne zdobywane latami podczas moich boleniowych wypraw nauczyło mnie, że jeśli chcemy skutecznie łowić rapy musimy walczyć ze stereotypami i utartymi zasadami, oraz ,że czasem to szczęście zadecyduje o naszym sukcesie.

About

Od najmłodszych lat wędkarstwo było moją pasją. Już jako mały chłopiec biegałem z wędką po pobliskich jeziorach w pogoni za okoniami. Było wówczas niezwykłą przygodą, za każdym razem niosącą inny scenariusz i zakończenie. Z czasem stało się ważnym elementem mojego życia. Było sposobem odpoczynku i ucieczki od trudów związanych ze służbą pilota śmigłowca bojowego. Przez wszystkie lata mojego biegania brzegami rzek i jezior wędkarstwo zawsze było istotną częścią mojego życia, i tak pozostało do chwili obecnej...

View all posts by

2 thoughts on “Kartka z pamiętnika

    1. Znasz realia Danielu. Albo poważnie podchodzimy do tematu i coś dłubiemy albo trzeba zmienić hobby. Nie jest lekko biorąc pod uwagę zasobność naszych wód, więc sam wiesz jak jest. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *