13 piątek i metrówka z kałuży.

Pomimo, iż przesądy są wśród wędkarzy bardzo popularne, ja staram się nie skupiać na czynnikach tak naprawdę niezależnych, a każdy wypad nad wodę, wykorzystać do maksimum. Nie inaczej było we wrześniu 2019 roku, kiedy to na wspólny wypad w poszukiwaniu szczupaków, umówiłem się razem z Mateuszem i Sewerynem. Łowy zapowiadały się bardzo ciekawie, gdyż, niejako naturalnie, wyszło nam porównanie różnych technik i metod połowu na łowisku co prawda dość zasobnym w drapieżniki, jednak chimerycznym i bardzo trudnym technicznie. Seweryn, jako twórca znanych przynęt gumowych Sewro Custom Baits, łowił tylko na wyprodukowane przez siebie, wierne imitacje ryb. Mateusz, miłośnik muchówki, przeczesywał łowisko dużymi muchami, miotanymi dedykowanym do tego zestawem szczupakowym. Ja zaś, postanowiłem wbić się w najgęstsze zielsko i obławiać je bezzaczepowymi przynętami. Po pierwsze, bardzo lubię ten sposób łowienia, a po drugie, łowiłem w miejscach niedostępnych dla moich kompanów, jednocześnie zostawiając im więcej wody do obłowienia. Już po kilkunastu rzutach, w oczku pomiędzy roślinnością, łowię pierwszego niedużego szczupaka.

Rybka może nie jest okazem, ale widowiskowe branie i walka w gąszczu roślin, rekompensują jej rozmiar. W międzyczasie chłopaki też nie próżnują. Meldują o braniach i wyjściach ryb do przynęty. Udaje im się też ustrzelić dublet!

Konsekwentnie obławiam skraj roślinności pływającą, powierzchniową imitacją żaby. Guma jest pusta w środku, a groty podwójnej, nielutowanej kotwicy schowane są aż do czasu ściśnięcia wabika przez szczęki ryby. Widowiskowe i skuteczne. Meldują się kolejne zdobycze.

Mimo, iż kompletnie biała żaba wydaje się być nie do końca trafionym pomysłem (widział ktoś u nas żaby – albinosy? 😉 ), to ja nie mam wyjścia. Z całego kompletu żabek, które przypłynęły do mnie zza wielkiej wody, została już chyba tylko ta. Inne zostały wręcz przemielone zębami dziesiątek szczupaków, które udało mi się tą przynętą skusić. Żabka jest niewielka, ma bardzo subtelną pracę, jednak jak widać, jest dla ryb ogromnie atrakcyjna, bo bywa, że startują do niej z naprawdę dużej odległości, uparcie goniąc i atakując do skutku. Co ciekawe, ta niepozorna przynęta wzbudza zainteresowanie ryb wszystkich roczników, choć przyznaję, że naprawdę dużej ryby jeszcze na żabkę nie złowiłem. Ale co się odwlecze….

Wbijam się w naprawdę gęste zielsko. Bezzaczepowa przynęta gwarantuje efektywne łowienie. Mogę skakać nią po liściach, pozostawiać w bezruchu w oczkach wolnej wody i przeciągać pomiędzy łodygami sięgającymi do samej powierzchni. Kolejny długi rzut. Praca szczytówką i kołowrotkiem nadaje żabce atrakcyjną pracę. Kiedy przynęta mija ostatnią kępę zielska i wskakuje na spokojną wodę, nagle ta się otwiera. Dosłownie kilka metrów ode mnie! Szeroka, przepastna paszcza zamyka się z głośnym pluskiem na mojej przynęcie. Następuje natychmiastowy zwrot i ryba wbija się w gęste zielsko. Sprzęt mam lekki, ale z odpowiednim zapasem mocy. Szybki, dynamiczny hol generuje gejzer adrenaliny. Ryba wyskakuje nad powierzchnię i jedzie na ogonie. Ładny! Seweryn, który łowi niedaleko, podchodzi do mnie akurat w momencie, kiedy udaje mi się wsunąć dłoń pod pokrywę skrzelową szczupaka i zaprezentować mu zdobycz. Trzymając rybę w wodzie, czekamy na Mateusza. Będzie 90+. Chłopaki biorą moją miarkę. Utrzymuję rybę, żeby mogli dokonać precyzyjnego pomiaru. Wspólnie orzekają, że ryba ma 101 cm. Kolejna metrówka! Jedyny szczupak, który przekroczył tę granicę w sezonie 2019. Jeszcze tylko chwila dla fotoreporterów

Po czym rozpocząłem całą procedurę uwalniania szczupaka. Procedurę, gdyż wody było niewiele, była ciepła i zapewne miała niewiele tlenu. Wyrzucenie ryby i pozostawienie jej losowi, mogłoby skutkować tym, że opadła by na dno, lub utknęła gdzieś w zielsku i po prostu się udusiła, a do tego nie mogłem dopuścić. Powrót ryby do formy i swojego królestwa potrwał dłużej, niż jej hol. Ale zakończył się sukcesem, czego dowodem było to, że kilkanaście dni później, Mateusz złowił ją prawdopodobnie kolejny raz, tym razem na muchę! C&R ma moc i sens, tylko musimy robić to z głową!

Jeszcze raz dziękuję Panowie za wspólne łowy i możliwość podzielenia się emocjami ze złowienia tej pięknej ryby! Do następnego!

About

Wędkarstwo towarzyszy mi od najmłodszych lat. I z każdym dniem staje się coraz ważniejsze i pochłania mnie coraz mocniej. Aż boję się pomyśleć, co ze mną będzie za parę lat! ;)

View all posts by

4 thoughts on “13 piątek i metrówka z kałuży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *