Kamil's Fishing Blog

Z wędką przez życie …

Opolski „sąd ostateczny” suma?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Proszę wstać!  Sąd idzie!

Oskarża się SUMA (silurus glanis) o spowodowanie katastrofy ekologicznej, jaką jest brak innych gatunków ryb, o zły stan naszych wód, oraz o niszczenie populacji tak cennych konsumpcyjnie gatunków, jak sandacz i karp. Oskarżony, poprzez swoje niepohamowane obżarstwo sieje spustoszenie w zajmowanych przez siebie ekosystemach.

Czy oskarżony ma coś do powiedzenia?

…..

(głos z sali) : On nie może mówić! To ryba!

CISZA! Wyprowadzić tego pieniacza! Milczenie ze strony oskarżonego odbiera się jako akceptację aktu oskarżenia i przyznanie się do zarzucanych mu czynów. WINNY! Wyrok? Kara śmierci!

———————————————————————————————————————————————————————

Szczerze mówiąc, właśnie w takim krzywym zwierciadle wyobrażam sobie posiedzenia Zarządów poszczególnych Okręgów PZW. Obraz ten, może i jest nieco przejaskrawiony, ale tylko tak potrafię sobie wytłumaczyć „genialne” pomysły ludzi, którzy mają istotny głos w gospodarowaniu zasobami naszych wód. Ba! Są przecież naszymi przedstawicielami i reprezentantami, wszak PZW, to (ponoć) my.

Właśnie w taki sposób wyobraziłem sobie moment podjęcia uchwały Zarządu PZW Opole, która to uchwała „znosi całkowicie limit dobowy suma (dotyczy również łowisk „złów  i wypuść”). Nie dotyczy rzeki Odry gdzie limit wynosi 3 sztuki.” 

Cóż to w praktyce oznacza? Otóż wreszcie władze Okręgu opolskiego znalazły winnego niepowodzeń i narzekań wędkarzy! To nie rybacy, to nie kormorany, to wreszcie nie oni sami doprowadzili nasze wody do stanu, jaki mamy. To sum. To sum wyjada tak mile widziane na naszych talerzach sandacze i karpie, które to są największym „pupilkiem” osób odpowiedzialnych za zarybienia. A także i wędkarzy, skrupulatnie przeliczających średnią  sklepową cenę kilograma „cyprinusów”, na znaczki holograficzne, których wykupu dokonali na początku sezonu. Wszak karta to inwestycja, która powinna się w najgorszym wypadku zwrócić.

Całą więc winę postanowiono zrzucić na sumy, które według związkowych „specjalistów” rozpleniły się na masową skalę. I to nie w małych, ciasnych sadzawkach, które rzeczywiście potrafią opanować i zdominować, ale w otwartych, dużych i wydawałoby się zdrowych ekosystemach. Nie. Koniec tego dobrego. Trzeba raz na zawsze rozwiązać ten problem.

Kolejnym genialnym posunięciem jest strategia wykonania wyroku, jaki na suma wydano. Otóż sięgnięto po najprostsze rozwiązanie. To wędkarze. Oni sami z radością i właściwą sobie „dziką rozkoszą”, wykonają wyrok. Wystarczy tylko dać im ku temu furtkę prawną. Jak potrafią być skuteczni, pokazują na każdym kroku. I tu stykamy się z drugą stroną medalu, czyli nami samymi. Niestety. Po pierwsze, jesteśmy łatwowierni i niedouczeni w zakresie ichtiologii. Bałamuceni zmyślonymi historyjkami, opowiadanymi przez domorosłych pseudoichtiologów, „łykamy” takie kity, jak ten powyższy. A po drugie, jesteśmy zachłanni i często pozbawieni jakichkolwiek wewnętrznych mechanizmów hamujących. A tych kilku „oszołomów” krzyczących o Catch&Release, o potrzebie ochrony wód, o zachowywaniu równowagi w ekosystemach, o potrzebie ograniczenia ilości zabieranych ryb i wprowadzeniu górnych wymiarów ochronnych? A kto by ich słuchał?

Stanowimy więc idealne narzędzie w rękach PZW, do wykonania eksterminacji takiego, czy innego gatunku. Zwłaszcza przy wykorzystaniu dostępnych obecnie sprzętowych i elektronicznych nowinek. O ile przepis wydaje się absurdalny, to jest smutnym faktem. Na nic tłumaczenia i argumentowanie przykładami rodzimymi, jak  zbiornik Elektrowni Rybnik, gdzie łowi się okazowe ryby wielu gatunków, nie tylko sumów. A nasze wielkie rzeki? Np. dolnośląska Odra poniżej zakładów chemicznych „Rokita” ? Tam sumy nie jedzą sandaczy i żyją jedne, obok drugich! Może dlatego, że, tak samo, jak i wędkarze, czują ten charakterystyczny „zapaszek”, jaki ma woda i wszystko, co w niej żyje? Nie oszukujmy się. Sum europejski jest naszym rodzimym gatunkiem i były w naszych wodach zawsze. Tylko wędkarze nie potrafili ich łowić, lub nie dysponowali odpowiednim ku temu sprzętem. Ale ok. Skoro przykłady z krajowego podwórka nie mają siły przebicia, to może zagraniczne? Chociażby hiszpańskie Rio Ebro, dokąd ciągną sumiarze z całego świata. Oprócz „wąsatych” jest tam masa sandaczy i karpi. Podobnie jest na włoskim Padzie, gdzie oprócz sumów, znajdziemy cały katalog innych gatunków. Jakoś mogą koegzystować w tych samych ekosystemach. Tylko (według naszych włodarzy) nie u nas.

Jaki jest rybostan naszych wód, z reguły przekonujemy się na każdym kolejnym wyjeździe. Są miejsca i okresy, kiedy nie jest źle, ale podsumowując wszystkie wypady i wyciągając uśrednione wartości, to…nie oszukujmy się. Szwecją nie jesteśmy. I nie będziemy. Bo populacja ludności tego skandynawskiego kraju liczy 1/5 ludności Polski. A wód mają nieporównywalnie więcej. I pomimo to wprowadzają ograniczenia, gdyż są świadomi tego, jak destrukcyjny wpływ na rybostan mają skuteczni wędkarze. Dla mnie wniosek jest prosty- skoro sami nie potrafimy się pohamować i polegać na zdrowym rozsądku, powinny regulować to restrykcyjne przepisy. A przede wszystkim ich bezwzględna egzekucja.

Mało tego. Doszły mnie słuchy, iż to samo „lekarstwo”, chcą zastosować w swoich wodach kolejne Okręgi, min. wrocławski. Bo źle się dzieje i w dolnośląskich wodach. Przecież Mietków był przez lata uznawany, za jedną z lepszych wód sandaczowych w Polsce. W latach „tłustych” na wodzie było gęsto od łódek, a „nadkomplety”, przy obecnym wtedy limicie 3szt na dobę, były codziennością. Takiej eksploatacji nie wytrzyma żadna woda. Zarybienia boleniem, stanowiącym konkurencję pokarmową dla sandaczy, a także kilkukrotne prawie zupełne osuszenie zbiornika, były dodatkowym gwoździem do trumny. Teraz okazuje się, że nie. To sumy, które swoją ekspansją dewastują nasze zbiorniki.

Jedyne, co mi w tej sytuacji pozostaje, to sparafrazować, tę, jakże w obecnej sytuacji trzeźwą odezwę byłego Prezydenta Polski:

„Nie idźcie tą drogą!”

Tags:

Kamil Z.

About

Wędkarstwo towarzyszy mi od najmłodszych lat. I z każdym dniem staje się coraz ważniejsze i pochłania mnie coraz mocniej. Aż boję się pomyśleć, co ze mną będzie za parę lat! ;)

View all posts by

11 komentarzy

  1. Marcin says

    No coś w tym jest.

    Zwłaszcza ostatnio ten pogląd stał się dość modny. Na mojej wodzie, mądrzy inaczej stwierdzili, że głownie za brak ryb odpowiadają nie wędkarze, brak zarybień lub minimalne zarybienia, czy stawiane przez kłusowników siatki, a właśnie sumy. To niby one wypleniły całe stada leszczy, okoni czy szczupaków.

    Teoria taka wysnuta została po tym, jak po złowieniu kilkunastokilogramowego suma, w żołądku znaleziono szczupaka i karasia – widocznie sumy nie wiedzą, że na zebraniu kół uchwalono, że powinny zjadać tylko drobnicę, której jest w bród.

    Zupełnie zapomniano, że przez tyle lat funkcjonowania międzyrzeckiej żwirowni w województwie lubelskim, stada ryb skutecznie przetrzebili zarówno wędkarze, jak i kłusownicy.

    Swego czasu było tak, że łowiono, głownie nocami, po kilkanaście – kilkadziesiąt sztuk leszczy od 1,5 w górę. Albo sandacze. Jak po zarybieniach narybkiem, po kilku dobrych latach te sandacze miały dobre warunki do tarła – to było ich dużo, nawet tyle, że złowienie szczupaka było sporym wyzwaniem. I jak brały, to nie było wolnych miejsc na wodzie.

    A później zdziwienie, że nie bierze. Albo że biorą same małe rybki.

    Zwalanie winy na sumy jest po prostu głupie.

  2. rafał says

    heehehe trzeba troche więcej kontroli a nie ile złapie tyle wezme jezioro paczków sieci co noc zaciągane otmuchów łapią ile sie da i biorą ile sie da nysa tak samo sami sobie robimy gówno a pózniej mamy pretesje kontroli wogóle nie ma na tych 3 akwenach można robic co sie chce wolna amerykanka

  3. Artur says

    To faktycznie jesteś oczytany. Poczytaj se kolego jak wyglądało Ebro przed tymi zarybieniami. Rzeka całkowicie inna. Gdzie te gatunki co były te szlachetne i nie tylko. Druga sprawa sum europejski to ryba rzeczna nie jeziorowa. Głupotą jest ją tam wpuszczać, bo mimo chodem jednak ma duży wpływ na populacje ryb. Nie zaprzeczę wędkarze też. Ale powiedz mi po grzyba go wszędzie walić? Nie tylko PZW odchodzi od zapuszczania go wszędzie, są komercje co tez swój zachwyt tą ryba dano mają za sobą.

    • Kamil Z.
      Kamil Z. says

      Nie wiem, o jakim „waleniu wszędzie suma” mówisz? Na pewno masz na myśli zarybienia? Chyba, że masz na myśli „walenie w łeb”, to się zgodzę.

      P.S.
      Wybacz, ale nie podejmę dyskusji na temat mojego oczytania z osobą, która nie potrafi poprawnie posługiwać się ojczystą mową.

  4. Heniutek says

    Gdyby ktoś mądry pomyślał jak potężną branżą jest wędkarstwo nigdy nie dopuściłby ani rybaków ani też meliorantów do zasobów wodnych. Wędkarstwo to potężna branża tylko ludziska nie zdają sobie z tego sprawy…

  5. artur says

    witam to ze pokrzyczymy nic nieda wiadomo jest ze najwiekszym klusolem i niszczycielem jest pzw ,jest na to rada odchodzic do prywatnych lowisk i naglasniac lamanie przepisow przez pzw najlepiej to gowno rozwiazac bez nas przestana istniec pozdrawiam

    • Kamil Z.
      Kamil Z. says

      Uważam, że właśnie takie nagłośnienie problemu i uświadomienie ludzi może wywołać realny skutek w postaci oddolnych inicjatyw i dążeniu do pozytywnych zmian w przepisach i strukturach naszego Związku. Górnolotne hasła o „rozwiązaniu PZW”, jakoś do mnie nie przemawiają i wydają się być mało realne. Prędzej sukcesywnie zmienią się Zarządy, poprzez może i powolne ale ciągłe wprowadzanie „świeżej krwi” do struktur, niż ktoś z dnia na dzień, „ot tak” rozwiąże całe PZW.

  6. Adam says

    Pomyliłeś się co do Ebro. Ponieważ sum wykosił większość właściwych tej rzece ryb(rodzimych gatunków). Zresztą sandacze i karpie też są gośćmi w Ebro. W pozostałej części masz w większości masz rację. Pozdrawiam

  7. Marcin says

    Witam!
    Sporo prawdy jest w Twojej wypowiedzi lecz nie we wszystkim się zgadzam!Pozdrawiam

    • Kamil Z.
      Kamil Z. says

      Masz prawo mieć własne zdanie na ten temat. Mało tego, chętnie je poznam, gdzie wg Ciebie minąłem się z prawdą.

      • Robert says

        Ubawiłem się 🙂 Przepisy PZW restrykcyjne jak i liberalizujące nie maja żadnego znaczenia bo nadrzędną jest zasada 90% wędkarzy, bierz co ci w łapy wpadnie. Wpływ na populacje suma to miało rozpropagowanie trolinngu a nie jakieś martwe przepisy. No ale na ten temat nikt się nie zająknie.

Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczka). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z ciasteczek. Więcej informacji

Ta strona korzysta z plików cookie ("ciasteczka"). Pozostając na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z "ciasteczek". "Ciasteczka" używane są w celu dostosowania zawartości stron internetowych do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych. Używane są również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika.

Zamknij