Wypuszczanie wigilijnych karpi- szlachetny gest, czy skrajna nieodpowiedzialność?

 

 

 

 

 

 

 

 

Od pewnego czasu obserwujemy na portalach społecznościowych akcje, które można ogólnie zatytułować, jako „uwalnianie wigilijnych karpi”. Akcja, ogólnie mówiąc, jest banalnie prosta. Idziemy do sklepu, kupujemy „wigilijnego” karpia, transportujemy go nad najbliższą wodę i tam go uwalniamy. Oczywiście wszystko uwieczniając na filmie i udostępniając w sieci. Jednocześnie zachęcając i nominując innych do tego samego czynu…

I tu rodzi się moje pytanie i wątpliwości. Czy takie postępowanie jest słuszne? Czy wprowadzanie do ekosystemu ryby, która jeszcze niedawno była ściśnięta w kadzi, wraz z innymi rybami jest dla niego korzystne, lub w najlepszym przypadku- obojętne? Każdy z nas wie, jak wygląda kupowany w sklepie karp. Nierzadko jest odrapany, ma uszkodzone płetwy, nierzadko brakuje mu łusek, oraz może być nosicielem chorób, których przecież nie widać gołym okiem. Wprowadzamy do ekosystemu, bez żadnej ichtiologicznej, czy weterynaryjnej kontroli, rybę, której przeszłości nie znamy. Według mnie, takie „akcje” mogą odnieść odwrotny, do zamierzonego skutek. Nie mamy absolutnie żadnej wiedzy o tym, jaką przyszłość będzie miała wpuszczana przez nas ryba, a po drugie, jaki wpływ będzie ona miała na pozostałe żywe stworzenia, z którymi będzie miała kontakt.

A Wy co o tym sądzicie? Zapraszam do dyskusji.

 

P.S.

Zdjęcie zaczerpnięte z Internetu.

Kamil Z.

About

Wędkarstwo towarzyszy mi od najmłodszych lat. I z każdym dniem staje się coraz ważniejsze i pochłania mnie coraz mocniej. Aż boję się pomyśleć, co ze mną będzie za parę lat! ;)

View all posts by

18 thoughts on “Wypuszczanie wigilijnych karpi- szlachetny gest, czy skrajna nieodpowiedzialność?

  1. Kamil, podjałeś bardzo ważny temat. Choroby, które mogą byc przenoszone przez karpia mogą stać się w danym akwenie przyczyną śnięcia na masową skalę. Jedną z nich jest KHV. Paskudztwo wyjątkowo zdradliwe, bo przez kilka lat może pozostawać w „ukryciu”, nie powodując żadnych następstw, aż tu nagle… pada prawie cała populacja ryb. Jest jednak jeszcze kilka innych aspektów. Wypuszczając kupione karpie do wód otwartych łamiemy prawo. O tym jakie gatunki i asortymenty mogą być wpuszczane mówi operat. jego realizacja wymaga też pewnych kroków formalnych. Do tego dochodzi jeszcze problem, który być może aż tak bardzo karpi nie dotyczy, ale ogółu wpuszczanych na dziko ryb. Robiąc to bez odpowiedniej wiedzy i nie zachowując przyjętych zasad doprowadzamy do mieszania puli genowych w poszczególnych populacjach. Różnorodność nam zatem maleje, a to stanowi zagrożenie dla całego gatunku. Im różnorodność genetyczna jest większa, tym większa jest szansa na przeżycie jakiejś części populacji w przypadku wystąpienia nowego patogenu, na który akurat ta właśnie część ryb będzie odporna. Uważam, że w kwestii wypuszczania złowionych karpi do wód otwartych nie powinno być miejsca na dyskusje i przemyślenia. To jest działanie skrajnie nieodpowiedzialne. Akcja powinna wyglądać inaczej. Albo totalne ignorowanie sprzedawców oferujących ryby w stanie żywym, albo – co ostatnio zaproponowałem jednemu z kolegów z Kątów Wrocławskich – zakup partii karpi ze znanego źródła i potwierdzonej zdrowotności, umieszczenie ich w odpowiednio dużym basenie(nie w takim ścisku jak w sklepach czy na stoiskach, ale chociażby w dużym brezentowym basenie kąpielowym, ewentualnie nawet z tzw. dyfuzorami) w sąsiedztwie posiadanego łowiska i umożliwienie chętnym dokonania zakupu ryby w doskonałej kondycji na potrzebę natychmiastowego jej uwolnienia do łowiska. Efekt bardzo podobny, a o ile bezpieczniejszy? Zadowoleni są i kupcy i ryby. O wędkarzach nie wspomnę;) Tyle ode mnie. Dobrze, ze podjąłeś ten temat.

    1. Po co srac zarem? Jak sie nie znam, to sie nie wypowiadam!
      KHV to wirus atakujacy tylko karpie! Wiec nie piszemy o „ginacych calych populacjach” zgina najwyzej karpie. Karpie hodowlane musza byc badane i nikt nie sprzeda ci karpia z KHV. Wirus ten jest najczesciej spotykany u karpi koi z racji tego, ze z zalozenia nie sa one przeznaczone do konsumpcji i nie sa badane tak jak karpie przeznaczone do „zjedzenia”

  2. Głupota wtłaczana w nieświadome głowy przez pseudo ekologów i pseudo obrońców praw zwierząt. Idąc podobnym tokiem myślenia powinni namawiać do kupowania i wypuszczania na łąkę czy do lasu krów, świń, kur itd 😉

    1. Ciekawa teoria…Masz coś na jej poparcie? Rozumiem też, że te zaraZki w zimnej wodzie poumierają do wiosny i nie będą stanowiły dalszego zagrożenia? 😉

      P.S.
      Jakby tak było, to co roku, dzięki zimie, mielibyśmy 100% zdrowych ryb.

  3. to w końcu PZW NIECH ZARYBIA STAWY I RZEKI ,A NIE TYLKO NA PAPIERZE jest tyle prywatnych stawów że jest komu opylić , kasa leci a wędkarze g,,,o mają

    1. Powtarzałem to wielokrotnie, powtórzę jeszcze raz. Zarybienia wcale nie są idealnym rozwiązaniem, które cudownie uczyni z naszych wód mityczne eldorado. Dajmy Naturze działać, chrońmy tarliska i uwalniajmy ryby, a zaręczam, że będziemy mieli co łowić…

  4. panowie dyskutują na temat zarazków bakterii ,to znaczy że ryby w marketach sa szkodliwe dla człowieka bo są chore!dobrze powiedziane

    1. A to obróbka cieplna mięsa nie powoduje unicestwienia drobnoustrojów itp. które ryby (jak i inne mięsa, które spożywamy) w sobie mają?

  5. Słusznie zauważasz zagrożenie jakie może powodować takie postępowanie. Wg mnie najlepszym sposobem jest nie kupowanie żywych karpi w supermarketach i sklepach, w których obraz stloczonych, duszach się ryb ( słowo dobrostanu zwierząt jest obce w takich miejscach) jest na porządku dziennym. Wielu miłośników zwierząt przechodzi kolo takich ” basenów” i wzdycha, ale kupuje! No bo święta bez karpia to nie święta! Może i tak. Moze poszukać hodowcy i kupić bezpośrednio od niego? Minimalizując stres i męczarni rybie? Udowodniono, że i mięso zwierząt zabijanych w warunkach zmniejszone stresu, szybko i sprawnie jest lepszej jakości. Sprawa jest prosta. Jak nie będzie popytu to nie będzie problemu.

    1. Pełna zgoda z tym, co napisałaś.
      Dodatkowo, obok głównego tematu, tylko dodam, odnośnie tego stwierdzenia, że „Święta bez karpia, to nie święta”. To też nie tak do końca. Karp co prawda jest w Polsce hodowany chyba od XII, czy XIII wieku, jednak „tradycyjną” rybą wigilijną stał się dopiero w czasach PRL. Wcześniej też był jadany, ale nie był on traktowany tak priorytetowo, jak teraz. Aby uczcić świąteczny czas, sięgano z reguły po bardziej szlachetne gatunki ryb, jak szczupaki, sandacze, czy sumy…

  6. Szczerze powiem, lepiej kupić zdrowego karpia w gospodarstwie rybackim i go uwolnić. Te z marketów naprawdę mogą przenosić wiele chorób szkodliwych dla innych ryb

  7. ludzie co wy piszecie …. a jak sa powodzenie i karpie uciekaja ze stawow to padaja wszystkie ryby? np w rzece? bo ktoras z nich byla chora? masakra .

    1. A kto powiedział, że zaraz padną wszystkie ryby? Ich los i wpływ na środowisko jest nam nieznany, a to już wystarczający argument, żeby tego nie robić… Poza tym, ryba jest w zupełnie innej formie pływając w stawie, a będąc odłowioną, wielokrotnie przerzuconą ze zbiornika do zbiornika, by wreszcie trafić do sklepowej kadzi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *